Rozdział 2 .
Wczoraj byłam tak wykończona,że nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam. Mój tata mówiąc "trening" miał chyba na myśli "mordercze ćwiczenia powodujące bóle mięśni i niewyobrażalne zmęczenie". Mówię poważnie to był najcięższy trening jaki przeszłam w całym moim życiu. Dobra koniec mojego zrzędzenia zajmijmy się teraźniejszością,czyli staniem pod drzwiami łazienki czekając,aż Will z niej wyjdzie. Przynajmniej dzisiaj nie śpiewa,jakiś plus. Ubrałam się,umalowałam,wzięłam prysznic (nie koniecznie w takiej kolejności),no wiecie takie poranne czynności. Zeszłam na dół,gdzie było zadziwiająco cicho. Mój brat przecież zawsze nawija jak popieprzony,a teraz ani słowem się nie odezwał. Czyżby stresik? Już wyjaśniam,ma dzisiaj kwalifikacje do szkolnej drużyny w nogę i pewnie boi się,że się nie dostanie. Podzielam jego wątpliwości tylko,że w moim przypadku,więc całe śniadanie nie odezwałam się słowem,tak samo w drodze do szkoły przed,którą czekała na mnie Lucy. Polubiłam tę dziewczynę,mimo,że znam ją niecały dzień. Przywitała mnie uściskiem,który odwzajemniłam. Nie poruszałam od wczoraj tematu Niall'a,który ewidentnie jej się podobał. Ilekroć ją o niego wypytywałam,nie odzywała się słowem. Co zrobić? Muszę żyć z przekonaniem,że kiedyś wyciągnę od niej informacje o tym,że żywi jakąkolwiek sympatię do blondyna. Mijałyśmy właśnie grupkę "tych popularnych",i zaraz czy ja tam nie widziałam ... Niall'a? Tak to ewidentnie był on,czyli mamy rozwiązanie zagadki dlaczego taka cudowna dziewczyna do niego nie zagadała plus nieśmiałość,ale to pomińmy. Lucy tak jak ja nie chciała zadawać się z grupką "najbardziej lubianych". Cały dzień minął mi dość nudnie,wybaczcie,ale słuchanie babki od biologii jak mówi o jakiś tam układach nie należy do moich ulubionych zajęć. Tak więc pisałyśmy sobie z Lu tzw. "liściki" (przypuszczam,że połowa klasy robiła to samo),bo ona także nie była zbytnio zainteresowana lekcją.Tak jak mówiłam przez dzień szkolny niezbyt wiele się działo,tak więc czekałam tylko na kwalifikacje,które miały odbyć się zaraz po lekcjach. Niestety moja towarzyszka nie mogła pójść ze mną,musiała zajmować się młodszą siostrą. Poszłam sama,aby dodać wsparcie Will'owi. Na trybunach nie siedziało zbyt wiele osób,chłopcy wyszli na murawę,no nie powiem niektórzy nieźle się prezentowali. Energicznie pomachałam do mojego brata i uniosłam kciuki w górę,odmachał mi i dołączył do reszty. Przez jakiś czas siedziałam i obserwowałam zmagania sportowców w ciszy i w spokoju,do czasu
- Hej - przerwał mi męski głos. Spojrzałam w górę,patrzył się na mnie zielonooki (tak samo jak ja,kiedyś jak nie spotykałam ludzi o zielonych oczach tak teraz spotykam ich dość często,a to nauczycielka angielskiego,a to jakiś uczeń)chłopak o kręconych włosach,o ile kojarzyłam widziałam go w gronie "popularnych". - Jestem Harry,mogę się dosiąść?
- Hej. Jak chcesz to siadaj - nie zrozumcie mnie źle,po prostu nie przepadam za tymi bardziej lubianym,w poprzedniej szkole taka jedna właśnie z tej grupy nieźle mnie zwymyślała. Znaczy z jeszcze przed poprzednią szkołą. Mam taki jakby uraz do takich ludzi
- A zdradzisz mi swoje imię?
- Jestem Mel - zamyślił się
- Skrót od Melanie,Melissa czy może Melody?
- Melody jak cię to interesuje. Wiesz co siedzą tu prawie same dziewczyny,więc co ty tu robisz?
- Dodaje otuchy mojemu przyjacielowi,Louis'owi - wskazał ręką chłopaka,który podbijał piłkę główką - A ty przyszłaś oglądać męskie ciała w akcji?
- Nie, daje wsparcie mojemu bratu,Will'owi - pokazałam mu mojego braciszka,który rozmawiał z trenerem. Nie odezwał się już do mnie słowem. Skończyło się,wyszłam i czekałam przed wejściem na boisko. Zdaje mi się,że dobrze mu poszło,mam nadzieję,że się dostanie. Zauważyłam go szedł w towarzystwie Harr'ego i Louis'a
- I? -zapytałam
- Dostałem się - powiedział z wielkim uśmiechem na ustach,przytuliłam go i uderzyłam w ramię
- No dobrze się spisałeś,wiedziałam,że tak będzie
- No to jeszcze twoje kwalifikacje i robimy imprezę
- Weź mi o nich nie przypominaj
- Też grasz? - odezwał się Lou
- W siatkówkę - jak się dowiedziałam nowi koledzy mojego brata jadą z nami do nas do domu,pograć sobie w gry na konsoli.Od razu popędziłam do swojego pokoju. Włączyłam muzykę i zaczęłam przeszukiwać szafę w poszukiwaniu czegoś co by się nadawało na ślub. W sobotę całą rodzinką wybieramy się na wesele do siostry mojego taty,cioci Maggie.Niestety nie posiadam żadnej sukienki,a tym bardziej butów na obcasie. Nie noszę takich rzeczy. Przerwał mi sms od Lu,usiadłam na łóżku i odczytałam wiadomość
Od: Lucy
Muszę się o coś zapytać. Czy twój tata to Adam Valentine?
Musiałam się jej przyznać,sama w końcu to rozgryzła,ale jak?
Do : Lucy
Tak to mój ojciec. Ale skąd wiesz?
Prawie natychmiast dostałam odpowiedź.
Od:Lucy
Kojarzyłam skądś twoje nazwisko i poszperałam trochę w necie,no i znalazłam ;)
No tak internet,mogłam się domyślić. Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi,chwyciłam poduszkę i rzuciłam w niczego nie spodziewającego się chłopaka,który na pewno nie był Will'em,tak ja myślałam.
- Przepraszam cię myślałam,że to mój brat,który nigdy nie puka. Nic ci nie jest?
- Nic się nie stało i zdaje mi się,że nikt jeszcze nie zginął od uderzenia małą poduszką - uśmiechnął się,a ja to odwzajemniłam. W moich drzwiach stał wysoki ,jasny brunet - Jestem Liam i szukam łazienki
- Melody. Łazienka to tamte drzwi - wskazałam mu je ręką
- Dzięki - wyszedł,a ja wróciłam do pisania z Lu. Reszta wieczoru minęła mi dość szybko.
Kolejny dzień spędziłam w szkole. Lucy zgodziła się mi towarzyszyć na zakupach. Wróciłam do domu,przebrałam się i zeszłam na dół,gdzie siedziało kilku chłopaków. Jakieś spotkanie towarzyskie na którym grają sobie w gry na konsoli,czy co? Faceci na mają jakiś innych zajęć?
- Mel gdzie idziesz? - usłyszałam głos mojego brata. Czyli jednak nie był w stu procentach oderwany od rzeczywistości
- Will nie mówiłeś,że masz taką ładną siostrę - powiedział Mulat,który perfidnie się na mnie gapił
- A ty dziewczyny nigdy nie widziałeś,że tak się gapisz? - strzelił buraka,a inni zaczęli się śmiać
- Zdaje mi się,że Zayn widział już dziewczyny. No to gdzie się wybierasz?
- Ciekawski jesteś,co? - Harry kiwnął energicznie głową - Idę z Lucy na zakupy. Muszę kupić sobie jakąś sukienkę i buty
- Ty sukienkę?! Gadaj co ci obiecała ciocia Maggie
- Co,myślisz ,że coś mi obiecała?!
- Tak,tak właśnie myślę.
- Dobra, wycieczkę - mruknęłam
- Wycieczkę?! Dla głupiej wycieczki będziesz się męczyć?
- Dla wycieczki na Hawaje w następne wakacje
- Na Hawaje?! Twoja siostra zna się na rzeczy - powiedział Louis.
- A dziękuję ,dziękuję. A teraz żegnam - pomachałam im wyszłam.Dla wycieczki na Hawaje mogłam się poświęcić._______________________________________________________
Nie dość,że nudne jak flaki z olejem to jeszcze tak późno. Wiem,że miał być wcześniej,ale kompletny brak weny,nie miałam w ogóle pomysłu na ten rozdział i wyszedł jakiś taki nijaki. Przepraszam i błagam o wybaczenie na kolanach.Nie mam pojęcia z kim spiknąć Mel,jakieś propozycje?
Błagam was jeżeli macie jakiś pomysł to napiszcie,bo jak mówię chwilowy zastój wenowy - jeżeli można to tak nazwać.
Dziękuję za wszystkie wejścia,komentarze,obserwatorów jak chcecie możecie polecić znajomym czy coś w tym stylu - nie obrażę się,a więc przeciwnie będę bardzo szczęśliwa ;P Tak więc przepraszam za ten rozdział i nie wiem kiedy następny,może za tydzień może wcześniej,nie mam pojęcia.
Do napisania. Caroline ;D


